DAWNA WIGILIA

Przyszla mi na wigilie, zziebnieta, gluchociemna,
z gwiazdka jak z jasna twarza – wigilia przedwojenna,
z domem, co zostal jeszcze na cienkiej fotografii,
z sercem, co nigdy umrzec porzadnie nie potrafi,
z niemadrym bardzo piorem skrobiacym w kalamarzu,
z przedpotopowym swietym – z Pilsudskim
[w kalendarzu,
z mamusia, co od nieszczesc zaslonic chciala lzami –
podajac barszcz czerwony, co smieszyl nas uszkami,
z lampa, z czajnikiem starym wydartym chyba niebu,
z cala rodzina jeszcze, to znaczy sprzed pogrzebow.
Nad stolem mym samotnym zawiesila czula glowe –
nad wszystkie figi z makiem – dzis juz posoborowe.

Przyszla, usiadla sobie. Jak zolnierz pomilczala,
Jezusa z klasy pierwszej z oplatkiem mi podala.

[Ks. Jan Twardowski]

wigilia pod ‚patronatem wscieklych psow’ zaliczona. wscieklych jednak bylo malo z powodu przeroznych dolegliwosci uczestnikow imprezy… slowem – pelna kulturka. chcielismy stworzyc swoj nowy rok, ale gdy minela polnoc, nikomu nie chcialo sie ruszuc… nawet moje odliczanie nie pomoglo ;0) co roku bedzie tradycja – spotkanie ze znajomymi, i we wspolnym gronie objadanie sie swiatecznymi smakolykami… jesli chodzi o smakolyki, to kolezanka monika zrobila przepyszna zapiekanke z ryzem i z grzybami, zapiekana serem, powodzeniem cieszyla sie rowniez kutia (makielki), ktore przyniosla magda i grzane winko panny neegro ;0) moje sledzie nie zrobily furory, ale najwazniejsze, ze chociaz kazdy cos tam poskubal… a na slodkosci nikt nie mial juz miejsca w zoladku… chociaz nastepnego dnia makowiec i sernik podany razem z kawka bardziej do mnie przemowil ;0)

dzisiaj zanosze do wywolania zdjecia… alez jestem podekscytowana ;0) zreszta – jak na kazde zdjecia…

teraz szykuje sie nastepna imprezka – urodzinowa – jednego z uczestnikow imprezy – arka, ale to dopiero kolo 10-ego sttycznia…

swiateczne pozdrowienie.