no wiec. (wiedze zgroze w oczach dawnej polonistki). ale. no wiec. zastanawialam sie jak ludzie w zwiazku podejmuja decyzje o dzieciach? no jak? czy „na chybil trafil”, czy „que sera, sera”. Co musi zaistniec w twojej glowie, jaka mysl, zeby wykreowac zycie i pokierowac calym procesem wychowywania. Uwazam, ze latwiej jest miec dzieciaczki jak „sie zdarza”, bo element kontroli nad sama decyzja nie istnieje. Tym samym jest sie postawionym przed faktem dokonanym. A w momencie podjecia „decyzji” o dzieciach, pojawia sie kwestia: „czy aby napewno teraz” i „a moze jeszcze nie..”. wiem ze to wszystko mija z pierwszym sonogramem, pierszymi poruszeniami w brzuszku mamy. ALE – musze troche obsesyjnie sobie o tym pomyslec. Czemu nie.

no wiec. wiecie co mam na mysli. buziaki dla mamusiek.