przy 6 zdjeciu, ktore robilam dzisiaj brittney, spadl mi aparat ze statywu na ziemie… uszkodzony jest korpus, nie wiem, jak procesor w srodku, obiektyw jest troche polamany (nie wiem, jak optyka)… i jak wkladam baterie, to nie chce sie wlaczyc… cos czuje, ze naprawa bedzie droga i bardziej bedzie sie oplacalo kupic nowy aparat…

jestem podlamana, glowa mnie boli i jeszcze do tego daniel jest na mnie zly… jutro sie dowiem, czy oplaca sie naprawa… zdaniem daniela aparat bedzie mozna wyrzucic do kosza. ostatnio nie mam szczescia, najpierw stracilam cz.b. film, a teraz moj nikon jest prawie w czesciach!!!

mam spieprzony dzien wolny…