No to wczoraj poszlismy na 100 osobowa impreze do Karoliny i jej meza Mike’a – ktory a’propos maluje TAAAKIE obrazy ze zaluje ze go lepiej nie znam. Czarnoskory, w kolorze najczarniejszej smoly, wysoki, smukly – jest w nim cos intrygujacego, ale do tej pory nie mialam z nim ZADNEJ sensownej dyskusji. Z Karolina, drobna, szczupla delikatna blondynka, jest to samo. Sa razem jak Ying& Yang. Ciekawa parka…
Ale chcialam napisac co ich mieszkaniu w jednej z najgorszych dzielnic w Cincy – prawie slumsy, strach podjechac i zaparkowac. Ale chata w srodku! W srodku tylko obrazy malowane przez Mike’a i innych artystow z Cincy. Cieple, ciekawe zdjecia ludzi. Apartament jest w najwyzszej czesci wzgorza, w dole switlna dolina, z kazdej strony rozlegle pola rozswietlone centrum miasta – niesamowite. 5 poziomow, kazdy z rozleglym tarasem, sypialnia oszklona z 3 stron na samej gorze tuz pod pracownia-studio. Pod gwiazdami. Tez oszklona. Miejsce wypelnione dobrze zaaranzowanym, eklektycznym stylem (w moim stylu: zadnych krysztalow!!).
Aha, nie mam puenty. Tylko ze jestem pod wrazeniem artystycznego wyrazu czyjegos stylu. Aha, i jak miejsce i obiekty w srodku moga stymulowac wyobraznie i przeksztalcac atmosfere miejsca…. No, bylo fajnie. Dzisiaj idziemy na 5 na wczesna kolacje przed-Wigilijna ze stowarzyszeniem polskich rodzin – jak nazywam naszych znajomych z dzieciaczkami. NO – Martita, wiesz jak bede przezywac, co??? Ide jeszcze dospac, pa!
Buziakuje i do uslyszenia kobitki i juz wkrotce matki rodzicielki.